Opublikowano: 15.12.2015

Historia piłki nożnej w Nibyscrumii

Historia piłki nożnej w Nibyscrumii

Za siedmioma lasami, za sześcioma górami, na zboczu siódmej góry było sobie niewielkie królestwo Nibyscrumii. Pewnego słonecznego poranka, władca Nibyscrumii przeczytał w miesięczniku dla króli o sporcie zwanym piłką nożną. Bardzo mu się ten sport spodobał, dlatego natychmiast wydał dekret, że w jego królestwie ma się odbyć mecz.

Od razu ruszono z przygotowaniami. Sportowcom z całego kraju kazano przybyć do stolicy. Ponieważ, okazało się, że dotarło tylko 21 uznano, że bramkarz będzie jednocześnie bronił w obu drużynach.

Wytyczono również boisko. Wprawdzie pewien inżynier krytykował, że powinno być płaskie, jednak szybko go zagłuszono, argumentując, że Nibyscrumia zawsze była górzysta, a obecnie nie ma na takie rzeczy czasu ani pieniędzy i z pewnością zrobi się to w przyszłym roku, najpóźniej następnym. W związku z tym nie było pewności, czy bramki ustawić na górze i na dole, czy po bokach, więc na wszelki wypadek zrobiono cztery.

Ponieważ zabrakło pieniędzy na trenerów piłkarskich, więc każdy zespół ćwiczył ten sport, który akurat znał, od rzutu kulą, przez skok o tyczce do badmintona. Wyjątkowo liczna okazała się natomiast liczba właścicieli wszelkiego rodzaju piłek, którzy zaraz po rozpoczęciu meczu wrzucili je na boisko karząc graczom kopać je do jednej z czterech bramek.

W związku z tym pierwszy gol padł już w trzeciej minucie. Mógł go wprawdzie obronić kulomiot, ale jak stwierdził w wywiadzie po meczu, wyraźnie miał napisane w kontrakcie, że jest napastnikiem, a nie obrońcą.

Po dziewięćdziesięciu minutach meczu, wynik wyniósł 3:1. Król, obserwujący wszystko z loży, uznał, że nie jest to wystarczająca ilość goli i kazał kontynuować dopóki nie padnie 10 goli. Znudzony ewidentnym brakiem zaangażowania graczy i oczekiwanych wyników, uznał, że piłka nożna w Nibyscrumii nie działa. Kazał odwołać kolejne mecze, a zawodnikom wrócić do uprawiania wcześniejszych sportów.

Oczywiście bajka ta nie ma nic wspólnego ze Scrumem. Jeżeli Ci się jednak spodobała przeczytaj moją drugą baśń dla informatyków.

Podobne

Komentarze (0)

Brak komentarzy, dodaj pierwszy!

Dodaj komentarz